Tłumaczenie z języka niemieckiego CZĘŚĆ NIEURZĘDOWA Z przeszłości Wąbrzeźna
Uwaga tłumacza (1) Tekst, na którym opiera się niniejszy przekład, przedłożono na dwunastu długich pasmach papieru o szerokości 6.5 cm zapisanych pionowo. Najdłuższe, pierwsze z pasm, ma długość ok. 90 cm, najkrótsze szóste - ok. 25 cm
Ziemia Chełmińska (niem. także „colmisches Land”, lac. „Culmigeria”). wysunięta najdalej na zachód i najżyźniejsza kraina dawnych Prus, obejmuje współcześnie starościńskie powiaty Grudziądz, Chełmno, Wąbrzeźno, Toruń, Brodnica oraz Nowe Miasto Powiat wąbrzeski został utworzony na nowo na mocy ustawy z 6 czerwca 1887 roku z części powiatów chełmińskiego, toruńskiego, brodnickiego oraz grudziądzkiego. Za najdawniejszych czasów obszar ten był jedną puszczą poprzerzedzaną częściowo na brzegach Drwęcy i Wisły. Uczynić ziemię uprawną starali się nad pierwsza z wymienionych rzek sąsiadujący z nią Polacy, zaś nad drugą napływowi Pomorzanie Wedle opisów kronikarzy Długosza i Dusburga bory leżały mniej więcej między miastami Radzyniem, Brodnicą Golubiem, Kowalewem, Chełmżą i grodem Lipinki, okolica Ryńska była najstraszniejsza. Tamtejsza gęstwina była dla intruza najbardziej nieprzenikniona, a grunt nie do przebycia. Ktoś obcy był nieodwołalnie zgubiony, jeśli trafił w pobliże trzęsawiska Wieczno (kolo Ryńska). Takiż sam teren rozciąga! się od Płużnicy przez Bartoszewice, Przydwórz, Nielub, Czystochleb, Radowiska, Orzechowo aż daleko za Ryńsk i Orłowo. Dzisiaj obszar ów jest dzięki wyrębowi lasu i skanalizowaniu w przeważającej części przejezdny przynajmniej dla człowieka i zwierzęcia. Podówczas jednak, gdy to woda nie mogła zostać przez słońce wyciągnięta w górę z powodu gęstwiny puszczy, ani też nie mogła odpływać, były te ziemie jednym bezdennym, zdradzieckim bagniskiem, które powleczone cienką pokrywą mchu wciągało wszelką większą śmiertelną istotę w swą nie mającą dna otchłań. Faliście rozstępowała się powierzchnia pod stopą obcego, poczym w końcu pękając ukazywała mu mokry, czarny grób Z jaką trwogą unikano owej okolicy, o tym jeszcze się dowiemy Tylko w okresach ucisku i prześladowania cala ta puszcza służyła pradawnym mieszkańcom jako miejsce schronienia. Z chwilą, gdy powierzali się puszczy w opiekę, wiedzieli, iż nie tak prędko zostaną tu napadnięci: bowiem chciwi ziemi Polacy, zaś później Zakon Krzyżacki mieli święty respekt przed „wielką dziczą”. Kto poważył się lekkomyślnie wkroczyć w ową „wielką dzicz”, temu przychodziło drogo za to zapłacić, jak niegdyś Bolesławowi IV w 1161 roku. Dopiero w ciągu późniejszych stuleci „wielka dzicz” została na obrzeżu częściowo przerzedzona przez wykarczowanie i zaludniona. To były strony ojczyste naszych przodków, Pierwszy pewny przekaz na ich temat otrzymujemy od Rzymian. To od nich dowiadujemy się, że mieszkańcami prowincji Prusy byli Gotowie. Na wybrzeżach Morza Bałtyckiego zwano ich „Witami” (niem. „Withen”), nad Drwęcą- „Getami” (niem. „Gethen”), zaś na wschodzie - „Estamt” (niem. „Esthen”) Dzika zawierucha Wędrówki Ludów przeszła obok nich niepostrzeżenie. Jednak pozmieniali się ich sąsiedzi. Ci zaś, napierani przez inne ludy, wywierali podobny nacisk na Gotów. Potrzeba doprowadziła rozdzielone siostrzane plemiona do ponownego zbliżenia, ich wodzowie Witibot i Pruteno zawarli przymierze. Podanie mówi, ze Pruteno nakazał, ażeby wszystkie inne ludy nazwały się według niego Prutenami. I w istocie wraz z X wiekiem zanikają pozostałe nazwy ustępując miejsca zbiorczemu określeniu „Prutenowie” lub nazwie kraju „Prutenia, Prutia”, z czego z kolei powstało określenie „Pruzia. Prutzen” albo „Preußen”. Got czy Pruten, jak będziemy ich odtąd zwać, zamieszkiwał jako wolny na swojej ziemi pod rozłożystymi koronami tysiącletnich dębów. Podczas gdy żona i dzieci uprawiały pole, mąż wyruszał do puszczy, by zmagać się z niedźwiedziami, turami i polować na łosie, jelenie i wilki. Pruten miłował pokój; wojna była mu obca. Tę ostatnią czyli wojnę poznał dopiero przez Polaków, którzy- stali się w VI stuleciu jego sąsiadami. Pod pretekstem chęci nawracania na chrześcijaństwo Polacy zdążali do pozyskania Prus dla siebie. Wieki cale ciągnęła się owa walka między obydwoma ludami bez możliwości odnotowania trwałego powodzenia którejś ze stron. Bodaj jednym z najzagorzalszych wrogów Prus był Bolesław IV. Z potężnym wojskiem i rzeszą duchownych wjechał nieoczekiwanie do Prus. Krew i popiół znaczyły jego drogę. Zaskoczeni Prutenowie przyrzekali trybut, o ile oszczędzono by im chrześcijaństwa. Bolesław zgodził się na to i zawrócił; jednak w tym momencie Prutenowie wdarli się do Polski i wywarli straszliwą zemstę. Bolesław, wspierany przez Wielkopolskę i Sandomierz, wyruszył w następnym roku przeciwko Prutenom, którzy złamali dane słowo, i zamierzał ich całkowicie wyniszczyć. Drogę obrał prawdopodobnie starym szlakiem przez Golub i Niedźwiedź. Jednakże gdzie by nie pojechał, nigdzie nie mógł znaleźć nieprzyjaciół. Bolesław, żądny mordu i krwi, dal się skusić, by szukać za wrogiem w „wielkiej dziczy”. Puszcza stawała się coraz gęstsza i mroczniejsza a grunt coraz bardziej bagnisty. Wówczas powypadały nagle ze swych kryjówek siły Prutenów z dzikim wojennym okrzykiem ataku, wypierając Polaków w nieodpartym natarciu coraz głębiej w moczary bez dna, tak że rozpoczęła się mordercza walka, zabijanie, którego ofiarą padł Henryk, brat Bolesława, wraz z większą częścią polskiego wojska. Tylko Bolesławowi z garstką jego wojowników udało się umknąć przed krwawą rzezią, by niesławetnie ogłosić pogrążonej w żałobie ojczyźnie wieść o nieszczęściu Dzięki owej straszliwej bitwie Prutenowie ocalili swą wolność, niestety, jednak nie na trwałe. Co rusz na nowo rozgorzywała walka ze zmiennym szczęściem. Tak wcześniej łagodni, pokojowo nastawieni Prutenowie zakosztowali uroku wojennej przygody i łupu, stając się na koniec z nękanych sami nieokiełznanymi nękającymi. Przez owe ustawiczne wojny powiat wąbrzeski przybiera inny obraz. Polscy władcy, skoro tylko szukali wojny, a nie znajdowali jej, zabierali dużą liczbę jeńców obojga płci, paląc ich siedziby i uprowadzając ich w głąb państwa polskiego, gdzie zmuszali ich do zakładania nowych kolonii i do trudnienia się uprawą roli. Akurat nasz powiat wąbrzeski był z początku zawsze narażony na złość wroga, przez co następowało jego powolne wyludnianie i pustoszenie. Można domniemywać, że na opuszczone, lecz żyzne niwy posyłano na miejsce wypieranych mieszkańców ludność polską, ażeby osiedlała się tam. Biorąc pod uwagę zwyczaj Prutenów. aby ograniczać się do defensywy, podejmując tylko niekiedy wypady ze swych kryjówek, i aby raczej pozostawiać wrogowi część terenu lub zamieniać go w pustynię, nie możemy dziwić się, iż zrezygnowali oni bardzo wcześnie z ziem powiatu wąbrzeskiego, który na południu i tak był już uczyniony pustkowiem. Większość mieszkańców południowej części albo dosięgnął miecz, albo zostali oni uprowadzeni do Polski, obszar powiatu wąbrzeskiego służył im odtąd tylko za plac do harców. Polacy objęli bezpańska ziemię w swe posiadanie, rozdarowując ją możnym swego królestwa i Kościołowi (np. Ostrowite pod Golubiem biskupowi płockiemu). Polscy właściciele krainy przywoływali teraz na swe włości polską ludność, wraz z którą nadciągały i polskie prawo, polski obyczaj i polska mowa. Istniejące jeszcze wioski pruteńskie musiały poddać się naporowi polskiemu, zostały po prostu zgniecione. 23 nowo założone warowne grody dbały o to, aby nic pojawiał się więcej niemiecki obyczaj W taki sposób niemiecki kraj zamieniono wojnami w kraj polski. Jeśli obecnie dr Schulz pisze: „Wydaje się, że następujący teraz okres należał do epok względnie szczęśliwszych dla naszego powiatu”, to ma on przy tym na myśli jedynie obszar zamieszkiwany przez, polskich imigrantów; gdyż w odniesieniu do Prutenów byłoby to nie do pomyślenia. Zostali oni bowiem wyparci poza „wielką dzicz”, a ich wrodzone umiłowanie pokoju, jak się zdaje, uzyskało w okresie owym przewagę, tak iż spokojnie nie przeszkadzali oni tym, którzy ich wyparli, w ich poczynaniach. Tym sposobem łatwo daje się objaśnić to, co następuje Liczne miejscowości powstały w tym okresie pod ochroną owych warowni Ponieważ Wąbrzeźno nosiło zrazu nazwę „Wambrecz”, to jest zapewne uprawnione przypuszczenie, że w okresie tym miejscowość owa albo została na nowo założona, albo przynajmniej na nowo nazwana. Być może Wambrecz należało do owych 23 warownych grodów, usytuowanie góry zamkowej było bardzo temu sprzyjające. (Wambrecz wspomina się po raz pierwszy w akcie z 19 kwietnia 1246 już jako istniejącą miejscowość.) Było to około roku 1200. Kraina zamieszkała przez kolonizatorów była, jak już nadmieniono powyżej, całkowicie spolonizowana. Z tego polscy historycy szybko wysnuli wniosek, że ziemia chełmińska, a zatem również i nasz powiat wąbrzeski, od samego początku należały do Polski Watterich pisze: „Ziemia chełmińska jest w sposób dowiedziony w okresie przybycia Zakonu (tj. w 1228 r.) prowincją polską: język, obyczaj, prawo - wszystko na to wskazuje Wspomnienie przynależności do Prus było u ówczesnych mieszkańców zepchnięte już na plan dalszy. Dopiero później nastąpiło zbicie w jedno ze zdobytymi prowincjami Prus”. To jednak nie jest faktem Zamieszkujemy na dawnej niemieckiej ziemi Legenda o Widewutosie, który rozdzielił kraj pomiędzy swych 11 synów - jeden z nich nazywał się Kulmo - dostarcza na to dowodu. Lukas David relacjonuje nam podania pochodzące z tamtego okresu i będące dowodem na przynależność do Prus. Zdradzają to nawet tacy pisarze, którzy jak Długosz chcą twierdzić coś przeciwnego.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna II W roku 1178 książę pomorski Sambor z Gdańska przekazał na własność mnichom cysterskim wioskę o nazwie Oliwa wraz ze swobodami i prawami, zbudowali oni tu klasztor, z którego wyszedł Chrystian z Oliwy, pierwszy biskup Prus. Gorliwość we wierze popychała go do nawracania i kolonizacji dawnej Ziemi Chełmińskiej; jej dwie trzecie pozostawały bowiem jeszcze w nieograniczonym posiadaniu Prutenów Chrystian ostrożnie bawił tylko w okolicach przygranicznych, a ponieważ nie by i Polakiem, lecz Pomorzakiem, to w działalności wśród Prutenów odnosił sukcesy. Prutenowie sądzili, że właśnie przez przyjęcie chrześcijaństwa zjednają sobie przyjaźń Pomorzan i że uwolni ich to od łupieżczych wypraw Polaków. (Stare umiłowanie pokoju Prutenów.) Także Konrad Mazowiecki radował się z sukcesów mnicha, i to mniej jako chrześcijanin, a bardziej jako zdobywca; gdyż po pierwsze został teraz uwolniony od swoich wrogów, a po wtóre spoglądał obecnie jak na swoją posiadłość, na cały obszar aż po wielką dzicz oraz na wszystko, co zostało skolonizowane przez Polaków. Jako dobry i najbliższy sąsiad odraz potraktował nowych chrześcijan jako swych poddanych, nakładając na nich mazowieckie daniny i ciężary; przydzielił nawet natychmiast nowo nawrócony kraj do okręgu biskupa płockiego, darowując biskupowi duże połacie ziemi w pobliżu Golubia Dzięki już wspomnianym warownym grodom i polskim osiedleńcom dzieło podboju z zachowaniem najgłębszego pokoju udawało się mu tak dalece, iż niebawem Chrystian z Oliwy zaczął dostrzegać zagrożenie dla swej pracy i z trwogą spoglądał w przyszłość. Ponieważ owoce jego pracy zebrał książę Konrad Mazowiecki, to Chrystian poskarżył sic z tego powodu do papieża Innocentego III, ten zaś skierował pismo do księcia, w którym stwierdził, iż powiadomiono go, jak książę niepomny na chrześcijańską miłość egoistycznie uciska nowo nawróconych Prutenów niewolniczymi obciążeniami, pogarszając tym samym ich położenie; wedle papieża książę winien przeciwnie nowych synów Kościoła odtąd nie uciskać dla ziemskiego zysku, ale dla umocnienia ich wiary obchodzić się z nimi w sposób oględny i łagodny (dokument z 13 sierpnia 1213). Tak udaremnione zostały zakusy księcia na zaanektowanie nowych ziem. Całkowicie i swobodnie Chrystian mógł poświęcić się swoim „nowym zasiewom”, które zostały ukoronowane najpiękniejszym sukcesem; albowiem prosty poganin, wrażliwy na wszelkie dobro, dostrzegał bezinteresowność charakteru oraz szlachetny entuzjazm w jego pracy w odróżnieniu od intryganckiej chciwości polskich władców. Nawet sam papież pochwalił jego gorliwość i mianował go biskupem Prus w roku 1212. Przez wielkie sukcesy pogańscy Prutenowie stali sie jednak zazdrośni i tak napełnieni żądzą zemsty przeciw swoim własnym braciom, iż plądrując i paląc napadali nowo nawróconych. Zniszczonych zostało ponad 300 kościołów, a duchowni byli okrutnie maltretowani. Łupieżcza wyprawa była skierowana także przeciw ich naturalnemu nieprzyjacielowi, przeciw Polakom. Książę Konrad był bezradny. W 1216 roku Biskup Chrystian poprosił jednak u papieża o pozwolenie głoszenia krzyża przeciw poganom. Krzyżowcy zebrali się na Mazowszu i pod wyłącznym przewodem biskupa Chrystiana wdarli się m. in. od strony Torunia wzdłuż Drwęcy aż po rzekę Lutrynę. Stało się to w latach 1219-1223.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
<--PAGEBREAK--> Z przeszłości Wąbrzeźna III I tak ponownie nasz powiat wąbrzeski został oczyszczony z pogan „Chrystian nie odważył się jednakowoż dotrzeć za „wielką dzicz” po Ryńsk i odzyskał tę część obszaru jedynie dla Kościoła. Na mocy orzeczenia papieża i dzięki swej armii krzyżowców Chrystian na powrót stal się jedynym panem krainy. Na naglące prośby księcia Konrada zezwolił mu na odbudowanie twierdzy w Chełmnie, Otrzymując za to owe 23 spustoszone grody i jakieś 100 miejscowości z inwentarzem. Spośród wspomnianych grodów, w naszym powiecie leżały: Kowalewo, Bielsk. Chełmonie, Ostrowite i Orzechowo. Z liczby 100 miejscowości wymienione są tylko nieliczne, z wymienionych zaś oprócz Mgowa wszystkie inne leżą poza powiatem. Położenie grodów i miejscowość: potwierdza, iż w rękach Chrystiana znajdowały się pasy terenu nad Wisłą od Torunia po Grudziądz oraz nad rzeką Drwęcą wzdłuż jej biegu aż do rzeki Lutryny Nawet biskup Płocka przekazał swoje ziemie kolo Golubia, Papowa i Drzamowa biskupowi Prus. (Dokument z 9 sierpnia 1222 roku.) Dzięki potwierdzeniu tych darowizn i powtórnemu zdobyciu wspomnianego terytorium był on nic tylko biskupem, lecz także suwerenem niezłego szmatu ziemi. Ani pośród spustoszonych grodów, ani pośród miejscowości nie odnajdujemy Wambrecz. Czyżby wówczas nie istniało ? Z pewnością! - Założyliśmy uprzednio, że powstało jako wioska w trakcie owej polskiej kolonizacji około roku 1200. Za jego istnieniem przemawiają dalej następujące powody: przecież nie wszystkie grody i wioski zostały wyliczone w owym dokumencie. Po drugie, wszystkie wymienione miejscowości, mimo iż polscy pisarze zapisali je błędnie, posiadają brzmienie gockie i gockie końcówki, z czego można wywnioskować, że chcieli oni spisać jedynie pewien rodzaj miejscowości. Po trzecie, dr Schulz pisze: „Przypuszczalnie Friedeck było już wcześniej przyczółkiem Polaków przeciwko Prusom wdzierającym się przez dziką puszczę przy jeziorze Wieczno. Wskazuje na to nie tylko lokalizacja miejscowości, lecz również i okoliczność, iż już od prapoczątków obydwie nazwy Friedeck i Wambresia pojawiają się obok siebie, przy czym pierwsza nazwa wydaje się być nowo przybraną zaś druga nazwą pierwotną” W akcie zapisano: Vambresia germanice Friedeck. W uszczęśliwieniu z powodu pięknego sukcesu zapomniano, że między oboma skolonizowanymi pasmami terenu leżała „wielka dzicz” ze swymi mokradłami i jeziorami, dająca dzikim Prutenom pewną osłonę oraz sposobność do obserwacji i zbrojenia się. Skoro tylko dowiedzieli się oni, że biskup Chrystian jest sam w kraju, wypadli z kryjówek i co pokój mozolnie zbudował, to zburzyły teraz ogień i miecz. Tak ładnie zagospodarowany pas ziemi nad Drwęcą stał się na powrót pustkowiem, które rozciągało się aż po Płock. Obładowani bogatą zdobyczą Prutenowie powrócili do swojej „wielkiej dziczy”. 250 kościołów spalono, mężczyzn pomordowano, kobiety, dziewice i dzieci uprowadzono w niewolę, a wszystkich duchownych ohydnie zamęczono. W tym ucisku szukając pomocy biskup Chrystian zwrócił się do Zakonu Krzyżackiego. Zrozumiał, że nie jest w stanie być jednocześnie i suwerenem i biskupem. Z ciężkim sercem poświęcił to pierwsze, ażeby utrzymać drugie. Zakonowi zaproponował nie tylko zdobyty i skolonizowany kraj, lecz miało również do niego należeć i to wszystko, co Zakon zdołałby wywalczyć. Ówczesny wielki mistrz posłał paru rycerzy i czeladzi na rozpoczęcie walki; zbudowali oni po drugiej stronie wielkiej dziczy (w pobliżu Chełmży) zamek o nazwie Folsong, zostali jednak przepędzeni przez wypadających z ukrycia Prutenów i musieli uchodzić na Kujawy
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna IV Wiosną 1228 przybył na Mazowsze mistrz krajowy Hermann Balk z rycerzami i czeladzią, uzyskał od papieża zatwierdzenie darowizn Chrystiana, jak również nadań od księcia Konrada i od biskupa Płocka. Jakkolwiek biskup Chrystian rozumiał, ze Zakon ze swą potęgą był znacznie bardziej zdolny do podboju Prus aniżeli on, pojedynczy człowiek, to jednak odstępował swe prawa Zakonowi tylko z wielką niechęcią. On suweren i biskup, miał teraz sam ugiąć się pod surowe prawa Zakonu - to była dla niego okropność, prawie niemożliwość. Gdzie tylko nadarzała się po temu sposobność, obchodził on przepisane mu prawa i uważał się nadal wciąż za samodzielnego suwerena. Z tego powodu nie należy też poczytywać za złe Zakonowi, jeżeli starał się on zapewnić posłuch swoim prawom, traktując biskupa jak każdego innego poddanego. Jeden musiał służyć, a drugi panować! Okazja do zagarnięcia władzy ku sobie nadarzyła się Zakonowi wkrótce Podczas podróży w celu nawracania Chrystian został podstępne wzięty przez pogan do niewoli. Zakon wcale nie zatroszczył się o niego, przeciwnie sprzyjał wręcz przetrzymywaniu Chrystiana w niewoli (dokument z 10 kwietnia 1240) I stało się tak, że na 7 lat znikną] Chrystian z areny historii. Kiedy natomiast wreszcie powrócił i nie chciał zastosować się do dokonanego już podziału na diecezje, papież wezwał go, aby wybrał sobie jedną z diecezji (dokument z 30 lipca 1243). Jako biskup chełmiński miał otrzymywać z każdego pługa pól korca żyta ozimego, a oprócz tego areał w wielkości 200 pługów niemieckich Uwaga tłumacza (2): Jednostka gospodarcza pług równała się około 2 łanom chełmińskim. Łan chełmiński łub włóka chełmińska to ok. 19,9 ha, w późniejszym okresie 16,8 ha. Ten dokładny przelicznik dawnych miar przytoczony przeze mnie w oparciu o pracę Kazimierza Górnego „Wąbrzeźno Z dziejów miasta i okolicy”, Toruń 1988, nie znajduje jednak potwierdzenia poniżej w tłumaczonym tekście, gdzie 1 pług zdaje się odpowiadać nie 2, lecz 3 łanom chełmińskim. (600 łanów chełmińskich) oraz według własnego wyboru jeszcze 5 dóbr, z których każde po 5 pługów, a należały do nich również Chełmża oraz Wąbrzeźno. Nadanie lenna nastąpiło dopiero 19 kwietnia 1246 roku, kiedy biskup Chrystian już nie żył. W akcie owym napisano: „Henryk von Hohenlohe odstępuje biskupowi Heidenrykowi przeznaczone dla jego kościołów 600 łanów koło Chełmży, wraz z mokradłem, z moczarami Wieczno, z miejscowościami Wambrez, Bobrowo oraz obszarem nad Drwęcą, tak jak Henryk Sturlutz pomierzył owe ziemie dla jego poprzednika Chrystiana.” Te nie połączone ze sobą ziemie rozciągały się przeto od Chełmży przez Ryńsk. Wąbrzeźno, Bobrowo aż po Brodnicę W taki sposób biskup Chrystian został wykluczony na zawsze z wszelkiego świeckiego panowania, swoje ostatnie lata przeżywając w ciszy i samotności na swych dobrach. Stał się do tego stopnia obojętny Zakonowi i wykształconemu światu, że nikt nie odnotował ani daty, ani miejsca jego zgonu. Prawdopodobnie rok 1243 był rokiem jego śmierci, gdyż w roku 1244 rozpoczyna działalność Heidenryk, jego następca, zostaje on zatwierdzony w roku 1246 przez papieża. Gonitwa za ziemską władzą i zaszczytami zagnieździła się również w sercu Chrystiana Jednakże schodzi to na plan dalszy, gdy uprzytomnimy sobie raz jeszcze przebieg jego działalności jako chrześcijanina. O ileż szlachetniejsze są jego dokonania od działań Polaków. Jego rozwadze należy zapewne zawdzięczać, że Prusy nie wpadły jednak w ręce Polski, odparł on polskie gorące zakusy, a gdy poznał, że jest nazbyt słaby, przekazał Prusy, aczkolwiek z ciężkim sercem, Zakonowi Krzyżackiemu. Jemu wiec strony nasze mają do zawdzięczenia utrzymanie niemieckości wbrew Polakom Cześć zatem jego dążeniu, jego pamięci! Dzięki papieskiemu zatwierdzeniu trzech darowizn Ziemia Chełmińska nominalnie przeszła w ręce Zakonu Krzyżackiego W rzeczywistości władałi nią aktualnie znowu Prutenowie. Im to kraj ten został wydarty stopniowo w trwających 53 lata podbojach W walce owej powiat wąbrzeski został mniej dotknięty; tylko u granic gorzał częściej płomień zemsty, wzburzenia i odwetu. Pozakładane już siedziby mieszkalne leżały po powiecie opustoszałe lub też znajdowały się pod ochroną „wielkiej dziczy”, w te zaś strony nie odważał się zapuszczać żaden rycerz.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna V Po tym jak Zakon usadowił się w roku 1230 w Toruniu, trwał dalej jego napór w dorzeczu Wisły, gdzie Krzyżacy zdobyli na nowo pas terytorium w górę rzeki aż po Chełmno, później zaś ziemie na północny-wschód od „wielkiej dziczy”, tzn. cały obszar od Radzynia aż za Grudziądz W 1234 roku zbudowano zamek w Radzyniu w celu szczególnej obrony Zakonu przed mieszkańcami wielkiej dziczy. Watterich pisze o naszym powiecie w tamtym okresie: „Jeśli nawet kraj ten uważany był dotychczas za obszar pod władaniem polskim, to mieszkańcy jego nic byli jednak Polakami, lecz przynależeli wciąż jeszcze do ludu pruskiego - i to obecnie tym bardziej wyłącznie do niego, jako te grody, w których wcześniej osiedlali się polscy koloniści od wielu lat opuszczone ziały pustkami. Kraj zdobyty przez Zakon dostawali na własność niemieccy krzyżowcy oraz koloniści. Wznosili oni na zgliszczach starych miejscowości z powrotem nowe osady Niestety, ich mozół i praca były częstokroć unicestwiane przez łupieżcze wyprawy Prutenów. Potwornie musieli oni przemieszkiwać, zwłaszcza przy naszej północno-wschodniej granicy powiatu.” Nikt dosyć nie wypowie cierpień, jakie rycerzom i mieszczanom Radzynia przyszło znosić w obronie wiary ze strony Prutenów, pisze Dusburg Ci ostatni obierali zwykle drogę z dzikiej puszczy poprzez Radzyń. Tu po raz pierwszy zostawała odczuta ich hamowana złość. Szereg razy zamek i miasto zostawały zrównane z ziemia, nawet robotnikom przeszkadzano przy budowie, dlatego pomiędzy Radzyniem a dzika puszczą wznoszono na pagórkach szańce : Gablowinc. Mełno. Czeczewo, Gołembiewko, Radzyń i Łopatki (1270) Któż poczyta to za złe Prutenom? Oni, władcy tej ziemi, zostali wyparci; ich kraj przeszedł w ręce obcych! Na swej własnej ziemi, którą tak gorąco kochali, sami stali się obcymi. Zakonnemu wojsku w otwartej bitwie w polu nie mogli się ostać, tyle wiedzieli; dlatego też wywierali okrutną zemstę na bezbronnych, niewinnych kolonistach. Sami niegdyś też nie lepszego losu doświadczyli. Ilu by nie nazabijali, nie byli już w stanie powstrzymać strumienia niemieckich kolonistów. Albowiem akurat w owym to czasie w Niemczech chłopi i prości ludzie wzdychali w pańszczyźnianym poddaństwie pod rządami szlachty. W swym ucisku słuchali opowieści o pięknej i niezamieszkałej ziemi pruskiej. Z ciężkim sercem żegnali się ze starą ojczyzną i wywędrowywali tysiącami. I tak zatem widzimy, jak Westfalowie, ludzie z Brunszwiku. Saksończycy, Ślązacy, Brandenburczycy i Pomorzanie szukają sobie w Prusach nowej ojczyzny. Z radością witał Zakon owe pochody, kolonizowali oni od nowa opustoszały kraj, więcej nawet - stanowili później pewne oparcie podczas zawieruch przeciwko burzącym się Prutenom. Do pierwszych kolonistów naszego powiatu należeli szczególnie Magdeburczycy, oni to bowiem założyli względnie pobudowali na nowo: Głuchowo, Niedźwiedź, Ryńsk, Nielbark oraz Nawrę. Poszczególne miejscowości są nazwane od imion założycieli, np. Diettrichswalde (Nowa Wieś Królewska) koło Wąbrzeźna i miejscowość Gablowiecz.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna VI
Także mieszkańcy Marchii Brandenburskiej osiedlali sic w Jarantowicach, Rywałdzie, Lipnicy, Dębowej Łące. Pomorzanom powiat ma do zawdzięczenia następujące miejscowości : Czeczewo, Gołębiewo, Sitno, Srebrniki, Nielub, Radowiska oraz Bielsko. Blizno założyli Westfalczycy. Większość kolonistów pochodziła zapewne ze Śląska, osiedlali się oni w Wąbrzeźnie, Ostrowie, Łopatkach, Wroniu, Myśliwcu, w miejscowości Lobowo, Osieczku, Płużnicy, Sierakowie itd. Ponieważ na Śląsku austriackim istnieje miejscowość o nazwie „Friedeck”, to jest bardzo możliwe, że Frydeczanie przybyli stamtąd do miejscowości Wambrecz i nadali tej miejscowości starą ojczystą nazwę Friedeck. Późniejsza nazwa Friedeck albo Wredeck została przydana miejscu przez Niemców. Nazwa polska istniała obok nazwy niemieckiej i wyparła z kolei przydaną nazwę Wredeck. Wyraz „Briesen” to zniekształcona forma polskiego „Breczesno”. Inna grupa Frydeczan osiadła w każdym razie w miejscowości Friedeck (Pląchoty) kolo Wrock. Polscy przybysze w owym okresie tu nie napływali, bo po pierwsze zanadto bali się Prutenów, a po drugie sama Polska została za sprawą Prutenów nazbyt wyludniona. Zanim przesiedzimy dalej historię rozwoju powiatu, przyjrzyjmy się najpierw trochę dokładniej zakładaniu nowych wiosek. Ówczesna komisja kolonizacyjna czyli Zakon, zwłaszcza pod rządami Hermanna Balka i Meinharda von Querfurt, zadawała sobie mniej trudu aniżeli ma to miejsce dzisiaj Niezagospodarowana własność gruntowa zostawała przydzielona tylko mieszkańcom wsi, bez różnicy, czy byli to mieszczanie czy szlachta. Kiedy w kraju zjawiał się nowy pochód osiedleńców, przyjmowano go przyjaźnie i rycerze wiedli przybyszy przed mistrza krajowego lub komtura krajowego. Ten zaś nakazywał dzielić ludzi na grupy, z których każdą dowodził jakiś dzielny, zaradny Niemiec; z nim następnie zawierano akt założycielski i nadania. Otrzymywał on pewną liczbę łanów chełmińskich celem założenia wioski, granice wyznaczano od razu. Z całkowitej liczby łanów przyznawano naczelnikowi w zależności od rodzaju gleby 4-6 albo też jedną dziesiętną część całej liczby łanów z prawem dziedziczenia, ze zwolnieniem od podatków, po czym przeznaczano również dla parafii lub kościoła, o ile parafia lub kościół były wiosce przeznaczone, z reguły 4 łany wolne od podatku. (Ciąg dalszy nastąpi.)
<--PAGEBREAK--> Z przeszłości Wąbrzeźna VII Sołtysowi przekazywano władzę sądowniczą; z reguły małe sprawy do 12 fenigów grzywny, a niekiedy także duże sprawy, przy czym otrzymywał wtedy przychody w wysokości jednej trzeciej, z rzadka w połowie lub w całości. Zakon z. reguły zastrzegał dla siebie wszystkie sądowe sprawy uliczne, tzn. wszelkie grzywny za wykroczenia i przestępstwa popełniane na drogach publicznych. Pozostałe łany musiały być nadawane chłopom albo, jak się wyrażano, zostać chłopami obsadzone Po upływie pewnej liczby lat zwolnienia od danin odprowadzano od każdego łanu pewien podatek pieniężny, a także odstawiano kury do Domu Zakonnego. Nierzadko nakładany był pewien szarwark jeżeli zaistniało takie zapotrzebowanie ze strony pobliskiego zamku krzyżackiego lub jego gospodarstw zewnętrznych, przykładowo na sołtysa Golębiewkowa. Jeśli w obrębie lub w bliskości granic polnych znajdowało się jezioro, wówczas sołtys, jak tez osiedleńcy dostawali pozwolenie na połów ryb, z reguły jednak jedynie przy pomocy małego sprzętu rybackiego i tylko na własne potrzeby, a nic dla sprzedaży - tak było dla przykładu we wiosce Linowo nad jeziorem Mełno. Jeżeli sołtys prowadził we wsi szynk, to musiał odprowadzać od tego osobno odsetki. Niektórym wsiom zezwalano również na zakładanie piekarni i sklepów mięsnych, z których zysk przypadał w połowie sołtysowi, a w połowie Domowi Zakonnemu. Zysk od młynów był zastrzeżony dla Domu Zakonnego. Bywało, że mieszkańcy wsi dostawali szczególny przywilej, dzięki któremu wolno im było budować zamek jako schronienie w razie niebezpieczeństwa - tak było na przykład z chłopami w Szynwaldzie. Pomniejsze obszary pól były też przydzielane szacownym mężom (ludziom stanu szlacheckiego), na których także nakładano obowiązek służby, albo tylko konno i w lekkiej zbroi, albo z opancerzonym rumakiem bojowym i w pełnej zbroi na wszelakie wezwanie, wojskowe wyprawy, pospolite ruszenia i ekspedycje wojenne. Oprócz tego ciążyło na nich zobowiązanie do pomocy w robotach budowlanych, wedle tego, jak ich bracia zakonni wzywali - kiedy (w jakim czasie), gdzie (w jakiej liczbie) i dokąd czy to budowania, czy naprawiania i burzenia zamków. Poza tym nakładano na nich pomniejsze daniny w zbożu, zdarzało się również, że stawiano warunek, iż w razie zbywania swej posiadłości nie wolno było im jej sprzedawać Polakom. We wszystkich aktach nadania była zastrzeżona opłata w wysokości 1 kolońskiego lub 5 chełmińskich fenigów tytułem uznania zwierzchności Zakonu. Opłatę ową trzeba było uiszczać w dzień św. Marcina każdego roku. Przy sprzedaży majątku nowy nabywca musiał osobiście stawić się przed mistrzem krajowym lub komturem. w granicach którego domeny majątek ów należał i po oznajmieniu przez poprzedniego posiadacza formalnej rezygnacji majątek wraz ze wszystkimi spoczywającymi nań prawami, świadczeniami i zobowiązaniami był jakby na nowo przekazywany przez Zakon nowemu posiadaczowi niczym nowe nadanie. Przez wolne łany sołtysowskie rozumiano nie zawsze zwolnienie od razem wziętych odsetek i szarwarku, lecz czasem tylko zwolnienie od szarwarku. Także mniejsze obszary pól bywały nadawane gospodarzom rolnym bez sołtysów - na przykład Nowe Mosty koło Rogoźna. Własność gruntowa była wprawdzie poniekąd nadawana przez Zakon tylko jako lenno, przy czym właścicieli zwano lennikami, jednakże posiadaczowi wolno było spokojnie sprzedać lub zamienić swą własność Żona i dzieci pozostawały jako prawni spadkobiercy w pełni posiadania Takich aktów nadania dla założycieli miejscowości naszego powiatu nie można obecnie już odnaleźć, ale są dostępne akty dotyczące najbliższego sąsiedztwa, np Rywałdu, Blizna, Golębiewka, Linowa i wielu innych.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna VIII Akt założycielski Blizna brzmi: „Mistrz krajowy Meinhard von Querfurt nadaje Mirogenowi na prawach chełmińskich dobra i pożytki w miejscowości Blizno, a mianowicie 54 łany, do obsadzenia tychże chłopami, z czego 4 łany dla sołtysa, który będzie musiał służyć konno i w zbroi. Z pozostałych 50 łanów co dziesiąty jest wolny wedle obyczaju przyjętego przy zakładaniu dóbr. Od spraw sądowych otrzymuje on trzecią część. Granice stanowią dobra Johannesa z Blizna po tej stronie mostu między oboma jeziorami, następnie dobra sołtysa radzyńskiego (Rywałd) i rzeźnika Tilo oraz stamtąd aż po włości w Jabłonowie. Swobodne poławianie ryb w jeziorze Blizno dla własnych potrzeb, a nie na sprzedaż. Świadkami brat Hartung, komtur w Radzyniu, Henryk von Goldbach. Tomasz Gobeling sołtys Radzynia, Henryk von Clement (Plement) Dano w Radzyniu 1295.” Lata pokoju, jakie nastąpiły po roku 1283, sprzyjały postępowi kultury w naszym powiecie wąbrzeskim, żyzna gleba nie była niewdzięczną wobec niemieckiej pracowitości i skrzętności, chłopscy osadnicy mogli na dłuższy czas odłożyć miecz i włócznię na bok, a wziąć za to do ręki pożyteczniejsze pług i łopatę, ich korzystna lokalizacja przynęcała coraz to więcej osiedleńców, a nowopowstałe wioski zapełniały się pracowitymi gospodarzami. Powstawał niemiecki stan chłopski (taki, do jakiego zmierza również; dzisiejsza Komisja Kolonizacyjna), W którym pewne oparcie znalazły niemiecki charakter, niemiecki duch, niemieckie obyczaj, ład i mowa. Nowa ludność czuła się zadowolona i szczęśliwa, gdyż jej obecne warunki były korzystniejsze od wcześniejszych i żyła pod łagodnymi, wyrozumiałymi rządami Jak już zostało wspomniane, około roku 1200 w trakcie owej kolonizacji przez Polaków została założona miejscowość Wambrecz. Możliwe jest także, że na malowniczym wzgórzu zamkowym został zbudowany jeden z owych 23 drewnianych grodów warownych dla ochrony przed dzikimi Prutenami. Późniejsze walki mogły co prawda przemienić ową miejscowość w ruiny, lecz nie mogły odebrać jej nazwy. Na gruzach napływowi Ślązacy wznieśli nową kolonię i nazwali ją za swoim miastem ojczystym Friedeck. Rycerze zlatynizowałi Wambrecz do formy Vambresia i aby zapobiec pomieszaniu nazywali nasz gród w swoich pismach zawsze „Vambresia germanice Friedeck” W okresie krzyżackim miasto nazywało się ciągle w języku ludu „Friedeck”. W wyniku drugiego pokoju toruńskiego przypadło ono Polsce; Polacy podnieśli Wambrecz do urzędowej nazwy i nazwali je Wąbryszeno, z czego potem wykształciło się Wąbrzeźno. Gdy w roku 1772 miasto nasze ponownie stało się pruskie, nazwa jego została zniekształcona względnie zniemczona do postaci Briesen. Tego zdania musiało być również swego czasu Królewskie Starostwo w Chełmnie, gdyż w przeciwnym razie nie przyjęłoby ono pod datą 10 kwietnia 1865 wniosku, aby zmienić nazwę miasta Briesen na dawną niemiecką nazwę Friedeck. Tyle o nazwie naszego miasta. Po odstąpieniu swych praw przez Chrystiana Zakonowi Krzyżackiemu został on wezwany przez papieża, by wybrał sobie jedną z nowo ustanowionych diecezji. Serce jego pozostawało przy Ziemi Chełmińskiej. Jako biskup chełmiński dostał nieciągły terytorialnie areał wielkości 600 łanów chełmińskich, a ponadto jeszcze 5 dóbr, z których jednymbyło Friedeck. Śmierć zabrała Chrystiana przed otrzymaniem w lenno biskupstwa. Jego następca biskup Heidenryk przeniósł siedzibę biskupstwa z Chełmna do Chełmży. W roku 1251 zalożvl on tam katedrę oraz kapitułę katedralną.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna IX Biskupi zamieszkiwali najchętniej w miejscowości Friedeck albo Lubawie. Pierwsza z wymienionych siedzib była dla nich najwygodniejsza, ponieważ położona była w środku obszaru; do obszaru owego należały następujące miejscowości: 1. Friedeck, 2. Półwieś (obszar między Cymbarkiem a Nielubiem), 3. Sicinek, 4. Sitno, 5. Cymbark 6. Czaple, 7. Myśliwiec, 8. Niedźwiedź. Aż do owego czasu Friedeck było prostą osada, która na przemian to była palona przez wrogów, to odbudowywana przez kolonistów W 1246 staje się miejscem biskupim. W roku 1251 biskup Heidenryk postanawia, że we Friedeck ma zostać wybudowany kościół kolegiacki, osiągający znaczące przychody. Plebania stanowi niewielką część owej dotacji. Miejscowość zestala dzięki temu tak bardzo wyniesiona, że przypadło jej poważanie dorównujące ówczesnym miastom. Rok 1251 można dlatego uznać za rok założenia „miasta” Friedeck Biskup Hermann von Prizna (1301 -1311) otoczy! Friedeck murem, wynosząc je tym samym do rangi miasta również pod względem militarnym wedle ówczesnego obyczaju. Ten sarn biskup, który aż do owego czasu miał swą siedzibę w Chełmnie, polecił też wznieść na spadzistym, ze wszech stron stromo opadającym wzniesieniu, w urokliwym położeniu nad malowniczym jeziorem, zamek biskupi Friedeck jako swą rezydencję, obok niego zaś zwolna zaczęło się wznosić miasto Friedeck. Ruiny owego zamku ze wszech sił już zdewastowano, wykorzystując materiał do innych celów. W okresie, który teraz nastał, zarówno miasto, jak i jego otoczenie korzystały z błogosławieństw trwałego pokoju. Liczba miejscowości była tak znaczna jak dzisiaj, nie było widać nigdzie opustoszałych pól, ani nieuprawnych połaci terenu. Dobrobyt przybierał z każdym rokiem i podniósł się na rzadko spotykany poziom. W każdym bądź razie usłyszał o nim nawet Grzegorz IX. Pod pretekstem zbrojnych przygotowań przeciwko Turkom zażądał bowiem dla siebie od Zakonu dziesięciny z corocznego dochodu. To żądanie zostało jednak zdecydowanie odrzucone przez wielkiego mistrza. Odpowiedzią na to była ekskomunika i interdykt. Prusacy martwili się tym niewiele, jedynie biskup Wikbold Dodelstein (1363-1385), pełen służbowej gorliwości w stosunku do swego arcypasterza odważył się, wbrew wyraźnemu zakazowi wielkiego mistrza, zażądać pieniężnej daniny, kiedy zaś jej odmówiono, kazał w swoich domenach przeprowadzić interdykt (zakaz nabożeństw i czynności kościelnych). Szlachta była z tego powodu rozgoryczona w stosunku do biskupa. Hans von Krossin (Hans z Kruszyna) oraz Peter von Schmeiau (Piotr ze Żmijewa) napadli w roku 1375 biskupa w jego zamku Friedeck, biorąc go do niewoli i uprowadzając na drugą stronę Drwęcy. Tu włóczyli go ze sobą przez kilka tygodni po lasach i zaroślach, dając mu w końcu do wyboru, czy chce znieść interdykt, czy zapłacić 400 marek; w innym razie nie mógłby odzyskać wolności. Biskup zdecydował się na zapłacenie, zbiegł jednakże jak najprędzej nad Ren i złożył skargę u papieża. Obaj owi ludzie zostali ekskomunikowani, lecz później znowu uniewinnieni, po tym, jak wznieśli ołtarz w Brodnicy i zobowiązali się corocznie wpłacać dziesięć marek na rzecz Kościoła
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna XWerner von Orseln nabył alodialny majątek rycerza z miejscowości Ceginberg (Cymbark). Uwaga tłumacza (3): Alodialny to znaczy w średniowieczu rodowy, nie lenny majątek wolny od danin dla kapituły katedralnej. Majątek musiał jednak później zostać ponownie sprzedany, gdyż w roku 1438 biskup Johann III toczy spór z właścicielem i jego poddanym: z Ceginbergu o połów ryb w jeziorze Friedeck. Friedeck pozostawało na uboczu życia politycznego owych czasów z tej racji, iż było siedzibą biskupią. Dobrobyt, szczęście i zadowolenie panowały w każdej chacie Niestety, ów stan kraju został całkowicie zatracony przez bitwę pod Grunwaldem w 1410 roku. Zastępy Jagiełły wlekły wszystko z sobą do Polski lub oddawały na pastwę płomieniom. Po raz drugi powiał wąbrzeski został zamieniony przez Polaków w pustkowie ze stosami ruin. Wołanie biskupa w ucisku skłoniło papieża do przysłania tu wysłanników, którzy sami mieli przekonać się o okrucieństwach. Aby zademonstrować wysłannikom obrzydzenie Jagiełły dla okrucieństw popełnianych przez jego wojowników, kazał on na oczach biskupa połamać kołem tuzin owych pogan, wyszydzając w ten sposób przez nowe okrucieństwo dawne zbrodnie. Zakon Krzyżacki polecił sporządzenie spisów szkód poczynionych w kraju przez Polaków. Istniejące jeszcze księgi szkód piszą o Friedeck w roku 1414, co następuje „A także Friedeck, biedne miasto, takoż Friedeck, zamek, takoż wioska Friedeck (wybudowanie), takoż Półwieś, takoż wioska Myśliwiec, takoż wioska Frydrychowo. takoż, wioska Sicinek - całkowicie popalone; z biskupim zbożem co roku 138 marek, takoż 2 wiatraki przed miejscowością Friedeck z 3 lub 4 łasztami zboża,
Uwaga tłumacza (4): Łaszt to dawna miara zboża równa 60 korcom.takoż folwark Sitno z duża ilością zboża, koni - 1000 marek szkód W samym folwarku który został spalony. Takoż biskupie zboże w Ziemi Chełmińskiej, z czego biskup pobierał najlepsze odsetki, z tego teraz przypada mu zupełnie niewiele. Takoż piec do wypalania cegieł i szopa na cegły spalone we Friedeck, Takoż 20 srebrnych mis o złotym zdobieniu Takoż wszelkie potracone bydło i majątek i dobro, które biedni ludzie we wioskach i mieście Friedeck później pospisywali. Takoż ludzie, których zabito, pojmano i uprowadzono, o których my nie możemy poczynić żadnego urzędowego zapisu. Do powyższego dołączył się jeszcze głód i straszliwa zaraza. Friedeck przestało w nadchodzących stu Iatach być tym, czym było przedtem. Biskup Arnold umarł wkrótce potem ze zgryzoty w roku 1416. Następcą jego by! Johann III, kapłan Zakonu Krzyżackiego i wierny jego przyjaciel. Wielki mistrz chętnie przebywał na zamku we Friedeck, prowadząc stąd negocjacje z Polakami. Po dziesięcioletnim wakacie siedziby biskupiej przybył jako biskup do Friedeck Wincenty Kieilbassa, zwany Goslawski, kanonik gnieźnieński. W nim znaleźli przywódcy Towarzystwa Jaszczurczego (o którym będzie mowa później) wiernego sprzymierzeńca. Wypierali oni element niemiecki, faworyzując napływowych Polaków. Zdrajcy kraju (Towarzystwo Jaszczurcze) wyparli się Zakonu Krzyżackiego, oddając się pod opiekę króla Kazimierza w 1454 roku; trzynastoletnia bratobójcza wojna spustoszyła ostatnie resztki niemieckiej pracowitości. Przez pokój toruński zawarty 19 października 1466 Ziemia Chełmińska, czyli również i nasz powiat, zostały zjednoczone z Królestwem Polskim Friedeck zwało się odtąd Wąbryszeno, a dalsze dzieje miejscowości spowija woal, który odsłaniać nie jest rzeczą przyjemną. (Ciąg dalszy nastąpi.)
<--PAGEBREAK--> Z przeszłości Wąbrzeźna XI Co Laudien powiada o całym kraju, odnosi się także do naszej okolicy. „Ogólnie rzecz biorąc historia Prus Zachodnich w następnych trzech stuleciach (1466-1772) przedstawia jedynie smutny obraz bezsilnego przeciwstawiania się zbrojnym ingerencjom Polski. Ustawiczne spory dotyczące domniemanych praw i swobód, ciągłe żądania finansowe królów polskich to główne rysy owego wizerunku. Przykuty niczym łańcuchem do nie niosącego pomocy oraz bezładnego polskiego organizmu państwowego kraj ten musiał cierpieć wszelkie niedole, jakie miały niebawem spaść na Polskę, coraz bardziej podupadając pod względem wykształcenia i dobrobytu. Wraz z polskim panowaniem zakradały się do wielu okolic również polska mowa, polski obyczaj i polski zmysł niewolnictwa, i po dziś dzień jeszcze słyszy się ową mowę w wielu miejscach tam gdzie za krzyżackich czasów rozbrzmiewała tylko niemczyzna „ Z owego mrocznego okresu pochodzi zastany wąbrzeski herb. Przez długi czas panowało mniemanie, iz Wąbrzeźno nie posiada herbu, dopiero dokładne przeszukanie w magistracie akt z lat 1790-1829 dowiodło rzeczy przeciwnej Odnaleziono duża pieczęć lakową; pieczęć owa przedstawia w polu pastorał i koguci grzebień, z czego wynika, że Wąbrzeźno było miastem biskupim. Koguci grzebień to symbol strażników lub wartowników. Sam herb jest koloru białego na czerwonym polu, pastorał jest złoty, koguci grzebień zaś fioletowy. Napis głosi : Sigillum civitatis Fredecen 1660. Zarówno symbol, jak i napis przemawiają za tym, że herb pochodzi z okresu krzyżackiego i był prawdopodobnie odnawiany w roku 1660. Przy pierwszym rozbiorze Polski (1772) Prusy Zachodnie, a więc także i Wąbrzeźno, przypadły pruskiej koronie. Dr Schmidt pisze „O ile Ziemia Chełmińska za czasów Zakonu była podobna do Bożego ogrodu o tyle obecnie (1772) pod wszelkimi względami przedstawiała się nie lepiej niźli Pustynia Libijska.” Wąbrzeźno, niewielka brudna dziura miało podówczas cztery niemieckie rodziny. Na to odludzie Fryderyk Wielki wysłał Szwabów, darując im domostwa i zagrody po to, ażeby zakładali wzorcowe gospodarstwa. Tak powstawały owe wioski osiedleńców, które aż po dziś dzień pozostały wierne swojemu dawnemu obyczajowi. Był to naprawdę opuszczony kraj bez dyscypliny, bez prawa bezpański; było to odludzie, gdzie na jednej mili kwadratowej nie zamieszkiwało nawet 850 ludzi (dzisiaj zaś prawie 3000). Toteż Fryderyk II traktował swój terytorialny nabytek niemal jak bezpańską prerię, to umieszczając prawie wedle własnego uznania kamienie graniczne, to przesuwając je znowu o kilka mil. Akurat to zapuszczenie, zaniedbanie wywierało urok na króla i prowincja nasza stała się odtąd jego ulubionym dzieckiem, które on z nieskończoną troską, jak wierna matka, mył i szczotkował, na nowo ubierał, przymuszał do chodzenia do szkoły, zachowywania ładu, zawsze mając ją na oku, Podczas gdy ciągnął się jeszcze spór o nowy terytorialny nabytek, on juz rzucał w tę dzicz zastęp swoich dzielnych urzędników. Znowu krainy dzielono na małe powiaty, z których każdy otrzymywał starostę, sąd, pocztę oraz powiatowego lekarza. Powoływano do życia jak gdyby za pomocą czarów nowe gminy, w których Szwabowie zakładali wzorcowe gospodarki. Przybyło do kraju 187 najlepszych nauczycieli. Werbowano gromady niemieckich rzemieślników, poczynając od budowniczego maszyn aż po cegielników, gdyż takich ludzi tutaj nie było.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Z przeszłości Wąbrzeźna XII Wszędy poszły w ruch łopaty, młotki, zaczęło się budowanie, miasta zostały ożywione ponownie przez ludzi, ulica za ulicą wznosiły się ze stosów ruin. Jak mogło wyglądać wtedy nasze miasteczko? Była to brudna, zakopana pod gruzami dziura, legitymująca się czterema niemieckimi rodzinami. Bezustannie król popędzał do pracy i jak wielki by nie był zapał jego urzędników, rzadko tylko udawało się im zadośćuczynić królowi. Przez to spełniło się to, że w przeciągu niewielu dziesięcioleci dzikie słowiańskie chwasty, jakie wystrzeliły również u nas na niemieckich polnych bruzdach, zostały okiełznane. Zarówno niemiecka, jak i polska ludność przyzwyczaiły się do ładu nowego życia tak iż Prusy Zachodnie sprawdziły się podczas wojen w latach 1806 i 1813 jako prawie równie pruskie co dawne prowincje. Nieszczęsny pokój tylżycki przywiał unicestwiający szron na młody, obfity zasiew Fryderyka Wielkiego na Ziemi Chełmińskiej, która przypadła wówczas Księstwu Warszawskiemu. Zanim jednak pokój ów zdołał wywrzeć następstwa, zdążyło przebić się wiosenne słońce roku 1813, otrząsając szron z każdej rośliny i rozgrzewając ją dla wolności i ojczyzny. W roku 1815 Ziemia Chełmińska stała się na powrót pruska, Niemcy, którzy już byli wywędrowali, powrócili do swojej starej ojczyzny. Pod datą 21 czerwca 1815 Królewski Starosta Powiatu Chełmińskiego (Wąbrzeźno należało wcześniej do Chełmna) skierował w imieniu Królewskiego Rządu Zachodniopruskiego do burmistrza Wąbrzeźna cyrkularz, w którym powiadamia o objęciu w posiadanie ziem chełmińskich przez koronę Prus oraz wedle którego „Jego Królewska Wysokość Fryderyk Wilhelm III, nasz najłaskawszy pan zapewnia każdemu mieszkańcowi swą najłaskawszą przychylność i oczekuje należnej wierności.” W tymże samym cyrkularzu zobowiązuje się burmistrza Wąbrzeźna do zdjęcia dotychczasowego polskiego i do wzniesienia pruskiego herbu, jak również c stosowania pieczęci pruskich zamiast dotychczasowych polskich. Burmistrz zostaje także wezwany do stawienia się 23 czerwca w Chełmnie wraź ze starszymi miasta przed Królewskimi Pruskimi Komisarzami, tak ażeby byli obecni przy proklamowanym już objęciu w posiadanie miasta i powiatu oraz aby przywieźli ze sobą dotychczasowe polskie herby i pieczęci. W innym zarządzeniu z 26.07.1815 Królewskiego Starostwa w Chełmnie zawiadamia się miasto Wąbrzeźno, że dziedziczny hołd dla Jego Wysokości króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III oraz jego dziedziców i następców zostanie przyjęty przez mianowanego w tym celu Komisarza Jego Królewskiej Wysokości, paca ziemskiego ochmistrza dworu i tajnego radcę stanu von Auerswald, ekscelencje w mieście Toruń, a hołdować będą mieszkańcy zjednoczonych ponownie z Prusami Zachodnimi powiatów chełmińskiego i toruńskiego i ich dawnego i nowego obszaru, czego odnośny termin zostanie magistratowi jeszcze bliżej wskazany. Jednocześnie Starosta Królewski czyni w owym zarządzeniu wiadomym, iż ustalił ze swej strony na 30 lipca w Wąbrzeźnie termin wyboru deputowanego z miasta Wąbrzeźna w podanym wyżej celu, na który to termin będą musieli zebrać się wszyscy uprawnieni do glosowania obywatele i właściciele. Spis wszystkich obywateli winno się na ten termin sporządzić; spis ów objął nazwiska 160 obywateli. Nie da się stwierdzić, kiedy owa przysięga hołdownicza została złożona: pewne jest tylko tyle, że złożył ją w Toruniu ówczesny burmistrz Brodowski jako deputowany Wąbrzeźna Na tym wyczerpuje się materiał historyczny z przeszłości Wąbrzeźna. Żywi mają prawo interpretować wszystko, co przeszłe, wedle swoich potrzeb i wedle wymagań swojej własnej epoki. Dlatego Niemiec, który cieszy się ze swej współczesności, kocha wspominać minione czasy. Dostrzega w nich spełniony zasiew swego kwitnącego pola. Każda epoka ma swój własny osąd odnoszący się do przeszłości, zatem również prawo i obowiązek spisywania na nowo historii minionych okresów. Jesteśmy zdania, że nadszedł obecnie czas, gdy duszy naszej wolno poszybować ponad przeszłością niw naszej ojcowizny, na podobieństwo skowronka we wiosenny poranek, co wzlatuje nad kiełkująca przyrodą. Radośnie podnieceni czujemy, że z Bożą pomocą staliśmy się narodem, któremu nikogo prócz Boga bać się nie wolno. Dowiedzieliśmy się z przeszłości Wąbrzeźna, komu wyłącznie zawdzięczamy tę silę, i potrafimy przeczuć w niej boską mądrość której dalsze władanie będzie nas stale czynić szczęśliwymi. (H.) Uwaga tłumacza (5):
Na 12 stronie niniejszego przekładu, w początkowej części odcinka VII występuje po raz pierwszy w tym tekście wyraz szarwark, dla którego potrzebne jest być może objaśnienie szarwark to w przeszłości początkowo roboty służebne przy drogach i mostach, później - opłaty na ich utrzymanie.
2003-03-07
|